Spadam w dół…

Stoję nad przepaścią… W dole nie widzę nic… Ta przestrzeń nie ma dna, zrzucony przypadkowo kamyk nie daje pogłosu odbicia… To nicość, która się nie kończy…
Oscyluje na granicy… Granicy wytrzymałości, cierpliwości, chęci do życia…
Już kiedyś byłam w tym miejscu, pamiętam ten czas… Pamiętam to, że wyciągnąłeś wtedy do mnie rękę… uratowałeś od skoku… zatrzymałeś przed ostatecznym…
Dzisiaj to ty mnie popchnąłeś, zrzuciłeś że skarpy… po co mnie wtedy ratowałeś? Trzeba było mnie wtedy dobić…
Spadam bezwiednie w dół… zatracam się w ponurej przestrzeni, która mnie otacza… z myślą, że tym razem to ty mnie zniszczyłeś… Nie będę walczyć… Może kiedyś uderzę w dno… Mam nadzieję, że szybko się rozbije…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>